Igła, Picasso i zużyta kurtka

– Rozmawiam po cichu z tym Picassem. Myślę, jak zabrać się za jego obraz. To chwilę trwa.
Ale zawsze dochodzimy do porozumienia. Wtedy przystępuję do szycia – tłumaczy Szymon Kot. Chorzowianin przy użyciu igły, nici i zużytych ubrań tworzy dzieła sztuki.
Szymon to artystyczna dusza. Jest tancerzem. Swoją wyuczoną profesją zajmuje się już od 12 lat. Specjalizuje się w tańcu towarzyskim. Prowadzi zajęcia w jednej z chorzowskich szkół. Wcześniej próbował swoich sił m.in. w aktorstwie i fotografii. – Można powiedzieć, że mam trochę renesansowe podejście do życia. Ale czuję, że to dzięki szyciu najlepiej się spełniam i że to właśnie ono połączyło wszystko w całość – mówi.
Zaczęło się niewinnie, za sprawą noworocznego postanowienia. Trzy lata temu kupił maszynę i rozpoczął naukę szycia, korzystając wyłącznie z filmów instruktażowych w Internecie. Dzięki tutorialom wideo opanował podstawy szycia i stale doskonalił swoje umiejętności. Na początku zajmował się prostymi przeróbkami krawieckimi, szył poduszki, torby i inne akcesoria. Potem przyszedł czas na bardziej zaawansowane projekty, takie jak spodnie na wymiar. Niedługo później wybrał się na pierwszy kurs krawiecki, gdzie pod okiem profesjonalistki kontynuował kształcenie. Obecnie jest uczestnikiem zawodowego kursu krawieckiego, który zakończy się egzaminem państwowym.

Dzieła z resztek
Zachorował na COVID-19. Nadmiar wolnego czasu skłonił go do długo odwlekanych porządków w resztkach materiałów. Przeglądając ścinki doszedł do wniosku, że nie można ich tak po prostu wyrzucić. I tak oto narodziła się idea szycia upcyklingowych obrazów muzealnych z resztek materiałów do niczego innego się już nienadających. Pierwszym pomysłem był „Krzyk” Edvarda Muncha. Skompletował potrzebne kolory, wykonał szkic i po kilkunastu godzinach nieprzerwanej pracy wyszło dzieło, które stało się pomysłem na życie. Ideą dotąd niespotykaną, pełną wyobraźni, serca i ekologicznego przekazu.
Pomysł rozwijał się przez niespełna dwa lata, co zaowocowało tym, że Szymon prowadzi obecnie prężnie rozwijającą się działalność gospodarczą. Szczególnie istotny jest dla niego wymiar ekologiczny swojej pracy. Stara się bowiem nie generować żadnych odpadów, a niemal wszystko, co wychodzi spod jego maszyny, pochodzi z drugiej ręki.
– Najpierw omawiamy projekt z klientem. Potem zastanawiam się, jak się do niego zabrać. Jak wyciągać warstwy, co powinno mieć dalszą, a co bliższą perspektywę, co jest podkładem, a co będzie na pierwszym planie – tłumaczy Kot. – Potem siadam do maszyny. Mniejsze elementy wyszywam ręcznie. Wszystkie prace są oryginalne i nie da się ich podrobić. Bo owszem, można mieć ten sam obraz, ale raczej nie będzie on już w ten sam sposób wyszyty. Na pewno będzie miał inną teksturę – zaznacza.

Skrawki z Lamborghini
Tematyka prac jest sprawą otwartą. Coraz częściej pojawiają się oczekiwania dotyczące motywów kwiatów i zwierząt. Jednak największym zainteresowaniem cieszą się obrazy. – Wyszywałem już te na podstawie prac Vincenta Van Gogha i Fridy Kahlo. Jednak, w mojej ocenie, najwięcej polotu do działania dają obrazy Pabla Picassa. Ostatnio udało mi się stworzyć właśnie techniką szycia obraz na ścianę. W przyszłości właśnie w tę stronę zamierzam iść – zapowiada Kot. 
Ważnym elementem jego działalności jest zbieranie materiałów. Dzięki współpracy z zakładami krawieckimi udaje mu się zdobyć resztki tych, które nie są już wykorzystywane i pewnie trafiłyby na śmietnik. – Staję się jednak coraz bardziej wybredny – uśmiecha się. – Z firan już raczej nie korzystam. Ostatnio szczególnie upodobałem sobie welury. Pozyskuję też materiały z tapicerek luksusowych samochodów typu Lamborghini czy Bugatti. Są to skrawki z trzeciego obiegu.
Artysta szuka obecnie lokalu na stacjonarną działalność. Natomiast 21 marca ruszy jego sklep internetowy, gdzie za pośrednictwem strony panszymonkot.com będzie można zakupić patchworkowe akcesoria, takie jak: torby, plecaki, nerki, a także obrazy ścienne i kurtki z motywami malarskimi.

| 2022-03-17 | Puls Miasta