Wciąż uczymy się wirusa

Rozmowa z dr hab. n. med. Brygidą Adamek, konsultantem wojewódzkim w dziedzinie epidemiologii.
– Od początku pandemii pojawia się pytanie, skąd nagle wziął się taki wirus. Im dłużej z nim walczymy, tym więcej różnych teorii na ten temat.
– Poszukiwanie przyczyny nowej choroby, która szybko się rozprzestrzenia wśród ludzi jest procesem wieloetapowym. Najpierw próbuje się ustalić, czym jest nowy, najprawdopodobniej zakaźny, czynnik. W kolejnym etapie próbuje się określić, czy jest to nowy wariant drobnoustroju – bakterii, wirusa, pasożyta – który już znamy, czy też zupełnie nowy dla organizmu człowieka patogen. Po ustaleniu jego charakterystycznych cech próbujemy ustalić, czy i na ile jest „spokrewniony” z już wcześniej znanymi drobnoustrojami. Sprawdza się „stopień pokrewieństwa” z drobnoustrojami wywołującymi zakażenia u ludzi i zwierząt. SARS-CoV-2 jest przedstawicielem rodziny koronawirusów, które od dawna krążą wśród ludzi, wywołując tak zwane choroby przeziębieniowe; są ich drugą co do częstości przyczyną. Rodzina koronawirusów ma również swoją reprezentację w świecie zwierząt. Dzięki bliskim kontaktom ludzi i zwierząt wcześniej dziko żyjących powstaje szansa na transmisję drobnoustrojów zwierzęcych do organizmu człowieka. Taki scenariusz miał miejsce wielokrotnie, aktualnie rozprzestrzeniający się koronawirus jest kolejnym z tej rodziny – po wcześniej rozpoznanych SARS i MERS. Jednak bezsporne ustalenie, czy ten wirus pochodzi od jednego czy kilku gatunków zwierząt może być trudne, jeśli nie niemożliwe.

– Od kilku miesięcy słyszymy o kolejnych wariantach: brytyjskim, brazylijskim, indyjskim – w jaki sposób powstają?
– Nazwy kolejnych wariantów funkcjonują bardziej w przestrzeni medialnej niż naukowej, najczęściej nadawane są w skojarzeniu z miejscem, gdzie po raz pierwszy zidentyfikowano
daną odmianę. Przykładowo, tak zwany „wariant indyjski” został zidentyfikowany w Indiach i opisany przez tamtejszych naukowców już w październiku ubiegłego roku. To bynajmniej nie oznacza, że ten wariant tam pojawił się po raz pierwszy, ani, że tylko tam występuje. Ocena, czy dany wariant czymś się różni od tego, który już znamy, czyli tego, który został zidentyfikowany na początku epidemii, wymaga badań genomowych. Takie badania wykonywane są głównie w celach naukowych i dla potrzeb nadzoru epidemiologicznego. Zdobyta wiedza pozwala na śledzenie zmian w przebiegu pandemii i oszacowanie trendów oraz potencjalnych wyzwań dla systemów ochrony zdrowia. W przypadku osoby chorej na COVID-19 taka informacja nie ma znaczenia – obecnie sposób leczenia jest uniwersalny i nie zależy od wariantu.

– Jeżeli aktualna pandemia się skończy – czy możemy spodziewać się kolejnej, wywołanej przez jakiś inny wirus o dużej zjadliwości?
– Możemy. Zakażenie SARS- -CoV-2 nie jest pierwszym, które na wszystkich kontynentach wywołało masowe zachorowania i zgony. W historii ludzkości odnotowano już kilka dużych epidemii, powodowanych w większości przez wirusy. Najważniejszym zadaniem na dziś jest wyciągnięcie wniosków z obecnej sytuacji i zmodyfikowanie naszego sposobu funkcjonowania, a zwłaszcza myślenia o drobnoustrojach. Kluczowe jest zachowanie człowieka. Oczywiście, jeśli nauczeni bieżącymi doświadczeniami nie damy szans następnym wirusom i moja twierdząca odpowiedź nie będzie miała potwierdzenia w przyszłości, będę zachwycona, że nie miałam racji.

| 2021-06-01 | Puls Miasta