Wytłumaczyć znaki przeszłości z myślą o przyszłości


_MG_5811

Rozmowa z Adamem Kowalskim, dyrektorem Muzeum Hutnictwa w Chorzowie.
– Jak będzie wyglądał Festiwal Otwarcia Muzeum Hutnictwa w Chorzowie?
– Chcielibyśmy spotkać się z mieszkańcami Chorzowa i regionu, aby celebrować nasze wspaniałe hutnicze tradycje i dać wszystkim chorzowianom powód do dumy z historii miasta, w którym mieszkają. Dodatkowym powodem do satysfakcji jest fakt, że ten trudny projekt udało się zrealizować zgodnie z obietnicą w 2021 r. mimo przetaczającej się przez nasz świat pandemii. Podczas Festiwalu Otwarcia przede wszystkim będzie można zwiedzić „Królestwo Żelaza”, czyli naszą wystawę stałą za bilet płacąc jedynie symboliczną złotówkę. Oczywiście działo się będzie o wiele więcej. Będą zatem oprowadzania kuratorskie po wystawie oraz najbliższym, naznaczonym hutnictwem sąsiedztwie naszej instytucji. Nie zabraknie rodzinnych warsztatów kreatywnych, działań i projektów edukacyjnych, pokazów hutniczych tradycji, eksperymentów naukowych i prawdziwego ognia. Zabrzmi też muzyka w wersji warsztatowej i koncertowej. Będzie również można wziąć udział w aktywnościach realizowanych przez zaprzyjaźnione z nami instytucje, w tym Akademię Sztuk Pięknych czy Stowarzyszenie Doliny Małej Panwi z Ozimka. W sumie będzie to ponad 40 bezpłatnych wydarzeń i 12 tur na wystawę stałą (szczegółowy program festiwalu dostępny jest na stronach 4 i 5).
– Dlaczego Muzeum Hutnictwa w ogóle powstało w Chorzowie?
– Jest kilka odpowiedzi na to pytanie. Pierwsza, bardzo oczywista jest taka, że to muzeum nie mogło powstać nigdzie indziej. Chorzów jest najlepszą lokalizacją, ze względu na wielowiekową tradycję hutniczą, które to miasto ma. Huta Królewska została założona w 1802 roku. Była to wtedy największa i najnowocześniejsza huta na kontynencie. Wpisała się nie tylko w historię lokalną, nie tylko w historię Chorzowa i regionu, ale w historię Europy. Powinniśmy być z tego dumni. Cały przemysł, który istniał na terenie współczesnego Chorzowa wynikał z huty.
Druga odpowiedź to historie ludzi. 10 tysięcy osób zatrudnionych w Hucie Królewskiej, około 6-7 tysięcy zatrudnionych w Hucie Batory. Kiedy przemnożymy to przez te wszystkie lata funkcjonowania hut, zobaczmy, z jaką ogromną rzeszą ludzi mamy do czynienia. To jest tak ważna spuścizna, że nie można o tych ludziach zapomnieć.
Wreszcie należy po prostu odpowiedzieć, że w Chorzowie znalazły się osoby, którym nie zabrakło wyobraźni i odwagi, aby uchronić zagrożone hutnicze dziedzictwo decyzją o utworzeniu Muzeum. Mam tu na myśli oczywiście władze miasta na czele z Prezydentem i cały samorząd lokalny oraz Miejskiego Konserwatora Zabytków. To decyzja, która z pewnością wzmacnia dziś wizerunek Chorzowa jako miasta chroniącego w skuteczny, ale i nowoczesny sposób własną pamięć.

– Co tworzy wystawę? Jak pozyskiwano wszystkie obiekty?
Chcieliśmy, by to była wystawa o ludziach. Kiedy mówimy huta, hutnictwo, walcownia, stalownia, używamy nazw, za którymi kryją się ludzie. Gdyby nie ludzie, nie operowalibyśmy tymi pojęciami. To chcielibyśmy zaakcentować. Ponad trzydzieści osób zgłosiło się do projektu „Mów mi huto”, aby zarejestrować swoje opowieści. Wspólnym mianownikiem wszystkich tych opowieści jest huta, ale każda opowieść jest inna. Z tych opowieści powstało ponad 130 filmów, które znalazły się na wystawie. Projekt został doceniony, ponieważ otrzymał nagrodę Marszałka Województwa Śląskiego za wydarzenie muzealne roku 2020 w dziedzinie edukacji i upowszechniania.
Jeśli chodzi o zbiory, to polegaliśmy na zasobach tego środowiska, które wokół muzeum udało się zbudować. To byli hutnicy, związki zawodowe, stowarzyszenia pracowników jednej i drugiej chorzowskiej huty. Huta Batory miała swoje muzeum zakładowe. Przez lata prowadziła je pani Stefania Penkała, która jest jedną z bohaterek wystawy. W ten sposób kontynuujemy pewną potrzebę gromadzenia zbiorów dotyczących hutnictwa zgromadzonych społecznie wcześniej.
Były też zbiórki publiczne. To dziesiątki spotkań z ludźmi, którzy przynosili do muzeum swoje rodzinne archiwa i pamiątki, przedmioty związane z pracą swoich przodków bądź własną. Wielu z nich nie myślało o nich jako o potencjalnym darze do czasu pojawienia się Muzeum Hutnictwa. Dopiero wtedy podjęli decyzję, żeby podzielić się zasobami rodzinnej pamięci reprezentowanej przez te przedmioty. To dowód zaufania ale i ważny sygnał, że jest ogromna potrzeba za zagospodarowanie pamięci i emocji związanych z hutnictwem.
Nie sposób pominąć maszyn, czyli największych obiektów na naszej wystawie. Jeszcze przed rozpoczęciem prac zostały pozyskane i zabezpieczone przez biuro Miejskiego Konserwatora Zabytków. Często z likwidowanych zakładów bądź oddziałów. Teraz, po konserwacji zyskały nowe życie.

– Muzeum to miejsce, które jeszcze niedawno kojarzyło się tylko z biernym oglądaniem wystaw w gablotach. Teraz rola muzeów się zmienia. Jakie zatem będzie Muzeum Hutnictwa?
– Muzeum to nie tylko wystawa. To rozbudowana sfera różnorodnej aktywności, atmosfera miejsca. Pretekstów do ponownych odwiedzin w muzeum musi być znacznie więcej. To zmieniająca się oferta realizująca funkcje społeczne i edukacyjne oraz umożliwiająca spotkanie oraz dialog. Muzeum to dziś miejsce, które nie tylko konserwuje przeszłość, ale które też ma taką umiejętność, by znaki przeszłości wytłumaczyć z myślą o przyszłości.
Chciałbym też byśmy propagowali ideę proekologiczne, skupione wokół transformacji energetycznej i dekarbonizacji. Musimy pamiętać, że hutnictwo to jest przemysł, który był trucicielem. Ale to jest przemysł, który cały czas się zmienia. Już teraz większość stali jest z recyklingu. Ten cykl życia stali odtwarza się, podobnie krąży jak woda w przyrodzie. Hutnictwo w niedalekiej przyszłości może stać się zielonym przemysłem, który nie będzie korzystał z paliw kopalnych, a w zamian za koks będzie stosował technologie wodorowe. O tym będziemy chcieli też mówić, gdy będziemy spoglądać w przeszłość.

| 2021-11-19 | Wiadomości